10 lat jak mrugnięcie okiem...
Ani się człowiek nie obejrzał, a już minęło 10 lat… Kiedy to przeleciało? Nie wiem wcale!!!!
Niby to dużo, a niby nie… bo w końcu czymże to jest w obliczu wieczności? To tylko 10 lat… jak mrugnięcie okiem… a jednak ten czas leci, nam śmiertelnikom, jak zwariowany… Tym, co już są po drugiej stronie, czas jakoś tak nie ucieka… ani im nie przeszkadza… im, jak się zdaje, w ogóle się nie spieszy! ![]()
Matka Celeste czekała cierpliwie na beatyfikację… 261 lat… a teraz… nikogo nie popędzając czeka na kanonizację… To tylko my jesteśmy wiecznie niecierpliwi… chcielibyśmy wszystko szybko… szybko… a z drugiej strony… pragniemy się zatrzymać choć na chwilę, nie pędzić tak szaleńczo… tyle, że wiemy, że czas nam mija nieubłaganie… Więc jednak nie… jednak znów pędzimy… bo z czymś na pewno nie zdążymy…
Tak też było te 10 lat temu… Ledwo co, dowiedziałyśmy się – siostry i oblatki – że będzie beatyfikacja, co spadło na nas niespodziewanie z samego nieba… a już trzeba było robić kanapki na drogę i pakować walizki, by jechać z Ziemi polskiej do włoskiej…
Pięknym, wynajętym busikiem „Sindbadem” z dwoma panami kierowcami do towarzystwa „przepłynęłyśmy” przez Adriatyk i byłyśmy w Foggii na dzień przed beatyfikacją. Siostry zatrzymały się w klasztorze u Matki Celeste, z siostrami, które zjechały z całego świata… radości i rozmów było tyle, że wątpię, czy w ogóle spały tej nocy… a my, oblatki z dwiema przydzielonymi nam „naszymi” siostrami nocowałyśmy w centrum miasta, też w klasztorze, ale u sióstr Kanosjanek, bo już nie było dla nas miejsca w gospodzie 😉
Dzięki temu mogłyśmy wieczorem wyjść na miasto… tyle, że po tej całej drodze Sindbadem byłyśmy tak wymęczone, że spacer był baaaardzo krótki i szybki.
Miałyśmy zresztą świadomość, że czeka nas długi i emocjonujący dzień… i tak rzeczywiście było…
Następnego dnia był w końcu TEN dzień.
Nastąpił dzień beatyfikacji Marii Celeste Crostarosy!
Był 18 czerwca 2016 roku. Właśnie w tym roku, który papież Franciszek ogłosił Nadzwyczajnym Jubileuszem Miłosierdzia w Kościele. I zaiste, wszystko w tym dniu opowiadało nam o Bożym Miłosierdziu… O Jego Miłosierdziu opowiadały nam rozradowane siostry redemptorystki, które zjechały z całego świata, tak samo ojcowie redemptoryści równie liczni… o miłosierdziu opowiadała nam piękna słoneczna pogoda, i sama uroczystość oraz wszystkie czytania, które były wówczas czytane na Mszy św. beatyfikacyjnej… one także mówiły o Jego Miłosierdziu. Zaiste był to bardzo radosny i szczególny czas dla wszystkich… A Matka Celeste tylko nieśmiało przyglądała się temu wszystkiemu z góry… nieco niedowierząjąc, że to naprawdę ona jest przyczyną tego całego zamieszania.
Pamiętam, że największe wrażenie na wszystkich robił widok tylu „bordowych” sióstr w jednym miejscu… Było to coś niespotykanego, bo nawet jeśli ktoś zna dobrze siostry redemptorystki, to widzi je w konkretnym klasztorze i w konkretnej liczbie… raczej niewielkiej… a tu… całe pół placu dosłownie zalało Morze Czerwone!!! Plac w ogóle był bardzo biało czerwony, bo z drugiej strony siedzieli też ojcowie cali na biało… wyglądało to przepięknie…
Było też dużo lokalnych i przyjezdnych świeckich, którzy ewidentnie przeżywali wielką radość wraz z siostrami. Nie zapomnę mamy z małymi dziewczynkami, która w pewnym momencie zawołała jedną z nich po imieniu… I usłyszałam imię Celeste…
Uśmiechnęłam się, bo najbardziej lubię w beatyfikacjach to, że odbywają się tam, skąd jest dana błogosławiona, czy błogosławiony… można dzięki temu zobaczyć, dotknąć, niemal poczuć nieco to konkretne miejsce na ziemi… ten lokalny koloryt… nawet jeśli mam świadomość, że 260 lat temu, żyli tu inni ludzie… to jednak to jest ta ziemia, po której chodziła błogosławiona, to jest ten skrawek ziemi, na którym żyła… modliła się… to jest ten język, którym mówiła… to są te imiona… to są te miejsca… czasem już zmienione… ale jednak wciąż TE… gdzie spotykała Boga…
Ogólnie rzecz biorąc byłam oficjalnie zatrudnionym przez siostry „Arturo Mari” tej beatyfikacji… ale… jak się okazało bardzo szybko… „Arturów” było duuużo więcej ![]()
Na samej beatyfikacji utkwił mi jeszcze jeden moment, gdy miało nastąpić odsłonięcie obrazu nowo błogosławionej… tyle, że Matka Celeste nie byłaby sobą, gdyby nie chciała zostać w ukryciu!!! Całe życie wskazywała zawsze na Chrystusa, a nie na siebie… i teraz też jakby chciała nam powiedzieć… nie mną się zajmujcie… ja tam jestem mało ważna… jednak tego dnia… była bardzo WAŻNA dla nas wszystkich… i dobrze, że ostatecznie dała się przekonać i ukazała się nam z pewną dozą nieśmiałości ![]()
Tu filmik ![]()
Ten dzień był piękny i dłuuugi. Od rana do wieczora przepełniony radością i śpiewami sióstr… Zakończony jeszcze w klasztorze uroczystymi, śpiewanymi nieszporami.
Samą ceremonię beatyfikacji transmitowaną w TV Trwam i garść zdjęć można sobie oglądnąć tu…
Następnego dnia była jeszcze jedna Msza św. tym razem już dziękczynna za beatyfikację – już przy samym klasztorze – a… Radości nadal nie było końca…
Ale my… pojechałyśmy jeszcze do Scala, dzięki czemu miałyśmy okazję poznać kolejne miejsca, które pamiętają Matkę Celeste… Był to wyjątkowy czas, w wyjątkowym miejscu… I tam w Scala… czas jakby na moment przystanął nawet nam, śmiertelnikom.
Tu już nie było takich tłumów… było trochę ciszej i był klasztor, w którym naprawdę można było poczuć ducha kontemplacji. Była wspólna modlitwa, wspólne dziękczynienie…
Dzięki siostrom ze Scala mogłyśmy wejść za klauzurę, zobaczyć refektarz, ogród, salę wspólną, zrekonstruowaną celę Matki Celeste… nawet chór w kaplicy, gdzie modliła się siostra Celeste… Mogłyśmy dotknąć, poczuć, zobaczyć… tego nie da się opowiedzieć, to każda z nas po swojemu przyjmowała… chłonęła… kontemplowała… przeżywała…
Zwiedzałyśmy też dzięki ojcom redemptorystom katedrę w Scala, a potem katedrę w Amalfi, zanurzyłyśmy nogi w morzu, a w drodze powrotnej odwiedziłyśmy jeszcze Pagani i Pompeje… gdzie – jakże by inaczej… przeszłyśmy przez drzwi Miłosierdzia![]()
Wyjątkowy był to czas i wyjątkowa beatyfikacja… i oczywiście… Nie możemy się już doczekać kanonizacji!
Matko Celeste, wiem, że Ci się nie spieszy… ale wiesz… my i ten uciekający nam wiecznie czas… Sama rozumiesz… Więc jednak przyspiesz nam tę radość tu na ziemi jeszcze raz. Bardzo prosimy![]()
Oblatka OSsR
Gosia B.
