You are currently viewing Zaproszenie do refleksji

Zaproszenie do refleksji

14 września obchodzimy kolejną rocznicę śmierci naszej Założycielki bł. Marii Celeste Crostarosy. Zmarła, jak pamiętamy, w Foggii w 1755 roku.

Dla nas redemptorystek to coś więcej niż tylko wspominanie historycznej postaci z osiemnastego wieku. To zaproszenie do odkrycia na nowo tajemnicy, którą żyła i którą przekazała światu – tajemnicy bycia „żywą pamiątką” (viva memoria) Jezusa Chrystusa.

Maria Celeste nie chciała, aby założony przez nią Zakon Redemptorystek był jedynie kolejną instytucją zakonną. Jej pragnieniem było, aby każda osoba wierząca stawała się czystym zwierciadłem, w którym odbija się miłość Boga. W świecie, który tak łatwo zapomina o swoich duchowych korzeniach, jej przesłanie brzmi niezwykle aktualnie. Uczy nas ona, że pamięć o Bogu to nie tylko wiedza o przeszłości, ale przede wszystkim aktywna obecność tu i teraz – w naszych słowach, gestach i decyzjach, w naszym byciu dla drugiego człowieka.

Dziś, jej rocznica wzywa nas do zadania sobie pytania: Czy moje życie jest dla innych przypomnieniem o Bogu? Czy potrafię – tak jak ona – dostrzegać działanie Ducha Świętego w codzienności, mimo trudów i przeciwności?

Niech ta rocznica odnowi w nas pragnienie życia autentycznego, zakorzenionego w Ewangelii, abyśmy jak ona byli ludźmi zakochanymi w Słowie.

„Jak piękna jest śmierć, gdy się żyło umierając”.

Jej słowa z jednej z medytacji „Ćwiczeń duchowych” to niezwykle głębokie sformułowanie, które uderza w samo serce chrześcijańskiego paradoksu.

W potocznym rozumieniu śmierć kojarzy się z końcem i lękiem. Jednak w mistyce chrześcijańskiej „życie umierając” oznacza radykalne, codzienne umieranie dla własnego egoizmu, pychy i własnej woli, aby zrobić miejsce dla Boga i otworzyć serce dla człowieka, może najbardziej dla tego, z którym mieszkam, pracuję…tego najbliższego.

Dlaczego taka śmierć jest piękna?

Bo jest dopełnieniem, a nie zaskoczeniem: Kto każdego dnia uczył się rezygnować z siebie z miłości do Chrystusa, dla tego fizyczna śmierć nie jest drastycznym zerwaniem linii życia. Staje się jedynie ostatnim krokiem, naturalnym przejściem w ramiona Tego, dla którego żył.

Mała św. Teresa, w jednym ze swoich ostatnich listów skierowanych do duchowego brata, ks. Maurice’a Bellière’a napisała:

„Ja nie umieram, ja wchodzę w Życie”.

Śmierć człowieka, który „umierał za życia dla świata”, promieniuje pokojem. Dokładnie tak, jak świadczyli świadkowie odchodzenia Marii Celeste w 1755 roku – jej ciało po śmierci biło nieziemskim blaskiem i spokojem.

Zreflektujmy nad tym, co w moim dzisiejszym życiu najbardziej potrzebuje „obumarcia” (np. urazy, chęć kontroli, dominacja nad innymi, egoizm), abym mógł pełniej żyć dla innych?

 „Jak piękna jest śmierć, gdy się żyło umierając”. To zdanie pokazuje, że dobra śmierć to owoc dobrze przeżytego życia, w którym miłość stała się ważniejsza niż własne „ja”.