Nie jestem już młoda, ani jeszcze stara. Uczę, mam rodzinę, interesuję się kulturą, edytorstwem, pisaniem i malarstwem. Prowadzę bardzo zwyczajne życie. Jestem Neapolitanską i mieszkam w sercu Cilento, w Agropoli. Moja wiara do niedawna była wiarą zwykłej wierzącej osoby, której duchowa droga jest bardzo zwyczajna. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że zostanę świecką oblatką – redemptorystką. Nigdy nie sądziłam, że moje serce może zostać wezwane do czegoś tak wielkiego, tak głębokiego, tak przemieniającego.

To prawda, że od lat odwiedzam klasztor w Foggii. Pewnego dnia, jakiś czas temu, „przez przypadek”, przeglądając stronę internetową klasztoru w Foggii, natknęłam się na błogosławioną Marię Celeste Crostarosę, poczytałam niektóre z jej pism i postanowiłam poznać tę wspólnotę. Zgłębianie historii Marii Celeste było dla mnie prawdziwym odkryciem: nigdy wcześniej nie słyszałam jej imienia ani nie miałam o niej żadnych wiadomości, mimo że znałam św. Alfonsa, św. Gerarda i Zgromadzenie Redemptorystów. Zakochałam się w niej, w Matce Celeste. Zaczęła mnie ona mocno pociągać. nie tylko ze względu na swoją biografię, która jest ciekawa, ale ze względu na sposób, w jaki mówi o Jezusie: że jest słońcem, które ogrzewa, nie prosząc o nic; a o sobie samej mówi jak o kropli, która gubi się w morzu, którym jest Chrystus, i przemienia się w Niego. Jej charyzmat jest wyjątkowy, głęboko osobisty i uniwersalny. Nie ogranicza się do naśladowania Jezusa: chce Go ucieleśnić. Chce, aby każda dusza stała się „żywą pamiątką”, ożywionym portretem Odkupiciela”, jak sama pisze. A ja? Ja, która wywodziłam się z zupełnie innej rzeczywistości, z racji tylu błędów, pomyłek, grzechów nigdy bym nie pomyślała, że stanę się częścią wspólnoty mniszek klauzurowych, że doświadczę tak wielu łask, tyle radości, takiej bliskości z Jezusem… Jak to możliwe? Stało się to możliwe, ponieważ Miłość nie zna granic. Odkupiciel nie wybiera doskonałych, wybiera tych „otwartych”. A ja, nie wiedząc o tym, byłam gotowa pozwolić się kochać.

W 2025 roku, w dzień św. Alojzego, w radosnym świętowaniu wspólnoty klasztornej, wśród przyjaciół i krewnych, wypowiedziałam moje „tak”. „Tak” wielkie, nieskończone, radosne. To święte miejsce, które odwiedzałam od dawna, przyciągnęło mnie pięknem wspólnoty, światłem, które lśni w Kościele, pieśniami, które zdają się być pieszczotami dla duszy. Czułam fizyczną i duchową obecność Matki Celeste. Ale nie wiedziałam, że idę w stronę powołania. Nie rozumiałam, co się ze mną dzieje. Pozwoliłam się……prowadzić przez to, co przynosiło mi radość, spokój i wesele. Między tymi murami, wśród głosów sióstr, na stronach pism Matki Celeste, rodziła się coraz silniejsza więź; coś zaczęło rozkwitać. Powoli. Bardzo powoli. Najpierw mnie to zaskoczyło, potem zaciekawiło, następnie zachwyciło, wzruszyło… aż w końcu przyniosło mi spełnienie. Otworzyła się przede mną nowa, naprawdę niezbadana droga. Droga, która uczyniła mnie oblatką świecką redemptorystką. To nowa droga dla nas wszystkich: dla tych, którzy tak jak ja żyją w świecie, ale zmienili się w sercu. Bycie oblatką nie jest tytułem. To narodziny. Narodziny pełnej wdzięczności istoty. To życie w świecie z Jezusem w sercu. To bycie żywym obrazem Chrystusa w zgiełku życia. To niesienie światła tam, gdzie jest ciemność, czułości tam, gdzie jest twardość, pamięci o Chrystusie tam, gdzie wszystko wydaje się zapomniane.

Czuję się częścią wspólnoty monastycznej, jej żywym przedłużeniem, posłańcem Miłości. Dziś organizuję w różnych miejscach spotkania poświęcone poznaniu Założycielki mojego zakonu. Mówienie o Błogosławionej, pragnienie, by poznano ją i jej pisma stało się moim stylem życia. Nie noszę habitu zakonnego, nie noszę welonu, nie żyję w klauzurze, ale na sercu zawsze mam medalion, identyczny z tym, który noszą moje siostry. To nie tylko zewnętrzny symbol, ale ciche przesłanie, które wnoszę w moją codzienność, kierując się ku tym, których Pan pozwala mi spotykać, a czasem nieco zmienić, zaciekawić lub po prostu przyjąć.W ostatnich miesiącach zrealizowałam wystawę malarską poświęconą Błogosławionej oraz katalog gromadzący wiele pięknych dzieł, które ją przedstawiają; stworzyłam spersonalizowane przedmioty z jej wizerunkiem; tworzę obrazy, aby rozpowszechniać je na świecie; zaangażowałam się w tworzenie „Kalendarza 2026”, który będzie poświęcony dwunastu Świętym oraz Jej. W tych projektach nie jestem już sama, lecz czuję się częścią rodziny redemptorystek. Ta przynależność zmienia całą perspektywę mojego życia i wzmacnia drogę wiary. Nie mieszkam na stałe w klasztorze, lecz nadal pracuję i prowadzę moje dotychczasowe życie. Jednak samo moje życie zmieniło się na zawsze: dziś należę w szczególny sposób do Jezusa i do wspólnoty. Ta przynależność przemieniła mnie niczym poczwarkę, która zmienia się w motyla. Jak otwarcie skrzydeł ku światłu Chrystusa. Przeżywanie charyzmatu Błogosławionej Crostarosy wraz z siostrami w klasztorze i na świecie jest ogromnym darem, który Jezus zarezerwował właśnie dla nas. To doświadczenie metamorfozy, które jednoczy serca i ducha, wzmacnia poczucie przynależności i wdzięczności.

Jeśli ta moja droga może poruszyć choć jedną duszę, jeśli może sprawić, by ktoś poczuł, że on lub ona również może zostać wezwany, wtedy moje „tak” się pomnaża. Staje się echem. Staje się zaproszeniem. Bycie oblatami świeckimi przy Zakonie redemptorystek to rzeczywistość dla każdej i  każdego, kto potrafi w głębokim dziękczynieniu uczynić własne serce dostępnym dla Miłości bez granic i pozwolić, by to Jezus je kształtował, oczyszczał i sprawiał, by jaśniało. To droga dla tych, którzy potrafią dać się zadziwić Stwórcy.

Milena Esposito, Oblatka Świecka Redemptorystka ze wspólnoty w Foggii