You are currently viewing Wspomnienie św. Gerarda Majelli

Wspomnienie św. Gerarda Majelli

  • Post author:
  • Post published:
  • Post category:św. Gerard

16 października obchodzimy wspomnienie św. Gerarda Majelli, redemptorysty, brata zakonnego. Jest on także opiekunem matek, orędownikiem małżeństw starających się o potomstwo i patronem dobrej spowiedzi. Żył w południowych Włoszech, w czasach św. Alfonsa Liguori, w latach 1726-1755. Poniżej przypominamy jego życiorys. I zapraszamy do odwiedzenia strony mu poświęconej – tutaj.

Zakochany w Jezusie Eucharystycznym

16 października narodził się dla nieba brat Gerard Majella – redemptorysta. Z tej okazji, w 2004 roku Ojciec Święty Jan Paweł II skierował do Przełożonego Generalnego Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela specjalny list, w którym pisze o tym, że łączy się ze wszystkimi współbraćmi i czcicielami tak wspaniałego ucznia św. Alfonsa, aby uwielbiać i dziękować Panu za „wielkie rzeczy” jakich Bóg nie przestaje dokonywać w małych i ubogich.

„Gerard Maiella jest właśnie jednym z tych małych, w których Bóg zajaśniał mocą swego miłosierdzia!”

Urodził się w roku 1726 w Muro Lucano w południowej Italii. Od dziecka żył głęboką wiarą. Już jako sześcioletni chłopiec doświadczył pierwszego cudownego zdarzenia, o którym opowiadał później jako brat w Zgromadzeniu Redemptorystów.

Pewnego dnia na początku wiosny jego matka Benita spostrzega, że mały Gerard wraca do domu rozradowany.

– Mamo, patrz – woła z daleka i pokazuje biały chleb.
– Kto ci go dał? – pyta matka
– Piękne, małe dziecko.
– Pewnie jakiś bogaty chłopiec – myśli matka.

To zdarzenie z chlebem powtarza się kilka razy dziennie prawie przez miesiąc. Gerard nie umie powiedzieć więcej. Dwadzieścia lat później jako zakonnik w Deliceto powie do swojej siostry Brygidy:

Teraz wiem, że dzieckiem, które podawało mi chleb był sam Jezus, a ja wówczas uważałem Go za takie samo dziecko jak inne dzieci.

– Wróć ze mną do Muro, powiedziała siostra, może Go znowu zobaczysz
– Po co miałbym wracać – odpowiedział Gerard – teraz znajduję Go wszędzie.

Z jego dzieciństwa znany jest jeszcze jeden epizod „eucharystyczny”. Kiedyś mały Gerard wmieszał się w szeregi ludzi przystępujących do Komunii św. A gdy kapłan pominął go, stwierdzając, że jest jeszcze zbyt małym chłopcem, Gerard rozpłakał się rzewnie. Dorośli nie rozumieli jego wielkiej tęsknoty za Chlebem Anielskim, bo sami – być może – nie byli zdolni przeżywać jej tak żarliwie.

Głębia relacji Gerarda z Jezusem w Eucharystii powraca często w dokumentach z procesu kanonizacyjnego: „Gerard był zapalony miłością do Jezusa w Najświętszym Sakramencie i wiele razy całe noce spędzał na adoracji. Gdy nie było go w klasztorze, często trwał w kościele na gorącej modlitwie”

Był cały „wzięty” szaleństwem miłości do Eucharystii. Lekarz z Materdomini, jego przyjaciel, opowiada, że raz był świadkiem takiej sceny. Gerard klęcząc przed tabernakulum, rozmawiał z Boskim Oblubieńcem i jakby słyszał jego słowa stamtąd dochodzące. Jezus nazywał go „pazzo” – wariat, szaleniec.. A Gerard odpowiadał: Czyż Ty, Panie nie jesteś większym szaleńcem, gdy trwasz tu uwięziony dla mnie?

To szaleństwo miłości stanowiło kryterium wyborów świętego brata. W trudnym momencie swego życia, gdy został on fałszywie oskarżony przez pewną dziewczynę o grzech nieczystości i ukarany przez Przełożonego zakazem przyjmowania Komunii św., przeżył to jako swoje największe cierpienie. Bez słowa i żadnego gestu udał się do swej zakonnej celi. Po raz pierwszy w życiu był chory i położył się do łóżka. Współbracia znający dobrze jego cnotę zachęcali go do tego, aby się usprawiedliwił.

To jest sprawa Boga – odpowiedział – On o tym pomyśli.

Po pewnym czasie jeden z ojców zaproponował mu, aby rano służył do Mszy św. – tak przecież lubił służyć. Nie kuś mnie, Ojcze – powiedział Gerard – mógłbym Ci wyrwać Hostię z ręki.

Nasz święty miał świadomość tego jak wielkim darem jest Eucharystia, dlatego swój dzień dzielił na czas przygotowania na przyjęcie Jezusa i czas dziękczynienia. Ta świeżość w podejściu do Najświętszego Sakramentu czyniła go uważnym na wszelkie niedociągnięcia innych, gdy chodzi o cześć i szacunek dla Eucharystii.

  1. Caione przytacza taki oto epizod. Na ćwiczenia rekolekcyjne prowadzone przez redemptorystów zjawił się pewien człowiek znany z grzesznego życia. Wydawało się, że ten czas pomógł mu w nawróceniu, zewnętrznie sprawiał wrażenie skruszonego. Ale okazało się, że spowiadając się, zataił wiele ciężkich grzechów. Gdy udawał się do kościoła, aby przystąpić do Komunii św. spotkał Gerarda. Ten, spoglądając na niego, z miejsca zorientował się, że chce on popełnić kolejny grzech ciężki, niegodnie przyjmując Jezusa. Zatrzymał go więc powodowany świętą gorliwością, wyliczył wszystkie niewyznane grzechy i sprowokował łzy żalu. Człowiek ten udał się ponownie do spowiedzi, aby oczyścić swoje sumienie. Nawrócił się.

 „Gerard nie miał – jak pisze Ojciec Święty Jan Paweł II w swoim liście – specjalnych studiów, ale przenikał tajemnice Królestwa Bożego i z prostotą promieniował nimi na tych, którzy się do niego zbliżali. Odczuwał wielką konieczność nawracania grzeszników i był niezmordowany w tym dziele, tak samo umiał podtrzymywać na duchu osoby powołane do życia konsekrowanego”.

Sława jego świętości i ufność we wstawiennictwo stale wzrastały po jego śmierci. Jego relikwie jeszcze dziś stanowią cel licznych pielgrzymek z Włoch oraz z wielu krajów wszystkich kontynentów. Nieprzeliczone rzesze wiernych z ufnością zwracają się do niego w najtrudniejszych sprawach.

Chcę zostać świętym!

 Tylko raz mam wielką szansę zostać świętym i jeśli ją stracę, stracę ją na zawsze. Cóż mi brakuje, by zostać świętym? Wszystkie okazje sprzyjają temu bym mógł nim być. A więc do pracy, pragnę zostać świętym (św. Gerard)

 

To pragnienie świętości – można powiedzieć – było wpisane w życie Gerarda. Pragnął jej i szukał od najmłodszych lat zawsze z tą samą świeżością, której nie zachwiały różne smutne okoliczności życia, trudne sytuacje we wspólnocie zakonnej, ciężka praca, wyczerpująca choroba, oskarżenia i oszczerstwa ze strony – jakby na to nie spojrzeć – bliskich sobie ludzi. Nic nie zablokowało jego dążenia do świętości. Pozostał wierny tej pięknej myśli, że „wszystkie okazje sprzyjają świętości”

Ten zupełnie nieprzydatny do żadnej roboty brat, jak powiedział o nim o. Cafaro okazał się gigantem świętości, mistrzem zapomnienia o sobie i człowiekiem świadomym drogi, którą obrał. Pewnego dnia, gdy wrócił do swojej celi napisał na ścianie takie słowa: sordo, muto, ciecho (głuchy, niemy, ślepy). Wyraził w tym wielką determinację w swoim pragnieniu świętości. Nie chciał w życiu zakonnym dostrzegać, słuchać czy rozmawiać o czymś, co brukałoby jego wewnętrzną czystość i otwarcie na Boga. Wolał być ślepy, głuchy i niemy.

Mówimy, że jego świętość była nadzwyczajna, pełna cudowności. Gerard to taki święty od cudów – mówią Włosi. Cudów, których dokonywał za życia i po śmierci jest rzeczywiście wiele. Co więcej te cuda wciąż mają miejsce, jakby Gerardowi był potrzebny następny „stopień” kanonizacji. Jego świętość jest wciąż „żywa”, „twórcza”, dynamiczna, a przy tym prosta i skromna. Ojciec Święty Jan Paweł II w swoim liście apostolskim „Novo millennio ineunte” zaleca nam, wszystkim chrześcijanom trzeciego tysiąclecia, dążenie do wysokiej miary zwyczajnego życia chrześcijańskiego. Sobór Watykański II wyjaśnił, że nie należy mylnie pojmować ideału świętości jako swego rodzaju wizji życia nadzwyczajnego dostępnego jedynie wybranym. Drogi świętości są wielorakie i dostępne dla każdego powołania. Istnieje wielu świętych, którzy uświęcali się w najzwyklejszych okolicznościach życia. Czynił to także brat Gerard, jako ubogi syn Benity i Dominika.

Już od małego dziecka lubił stawiać ołtarzyki, modlić się i odwiedzać swego Mistrza w tabernakulum. Czekał z utęsknieniem aż przyjmie Go do swego serca

W szkole był bardzo dobrym uczniem. Jego nauczyciel darzył go wielką sympatią i zalecał dawanie korepetycji dzieciom zaniedbanym w nauce. Po zajęciach Gerard gromadził dzieci i prowadził je do kościoła, aby mogły podziwiać cudowności domu Bożego i zapraszał do modlitwy przed Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie. Było w nim coś z przywódcy, dobrego „małego pasterza”. W tych momentach spoglądał porozumiewawczo na figurę św. Michała Archanioła, w głębi serca pozdrawiał go i zwracał się do niego:

– Popatrz również ja jestem jak Ty: żołnierzem Pana Boga.

W miasteczku Muro Lucano stało się czymś zwyczajnym widywać Gerarda na czele grupki dzieci krążącej po ulicach z pobożnym śpiewem na ustach. Do ustalonych punktów należały też jego improwizowane kazania.

W wieku 12 lat umarł jego tata. Konieczność zmusza go do podjęcia obowiązków dorosłego. Matka zdecydowała, że będzie krawcem.

Gerard coraz bardziej pragnął oddać się Jezusowi, poszukiwał swego miejsca, swojej drogi życia. Dwa razy próbował pukać do furty kapucynów, lecz zawsze mu odmawiano ze względu na zdrowie i małą odporność fizyczną do sprostania surowości franciszkańskiego życia. Gerard nie poddawał się. Miłość przynaglała go do nowych pomysłów, rozwiązań: co zrobić, aby mocniej, żarliwiej okazać Jezusowi, jak bardzo pragnie żyć tylko dla Niego.

 – Zostanę pustelnikiem!

Ta odważna decyzja skłania go do napisania własnego regulaminu życia, gdzie jest mowa jedynie o postach, milczeniu, czuwaniach… Znalazł towarzysza, któremu zaszczepił swoje zamiłowanie do samotności i pewnego pięknego dnia wyruszyli razem w poszukiwaniu schronienia pośród apenińskich wąwozów, aby rozpocząć eremickie życie. W worku mieli „pełną” aprowizację tzn. kawałki suchego chleba i „dodatki” sporządzone na bazie ziół mniej lub bardziej jadalnych. Piękne marzenia dwóch młodocianych eremitów nie trwały długo. Po zachodzie słońca pierwszego już dnia towarzysz Gerarda pod wrażeniem zapadających ciemności i odgłosów dochodzących z głębi liściastych zarośli uciekł do domu, a „fundator” Gerard wytrzymał cztery dni. Argumentem, który przeważył w decyzji o powrocie do świata była niemożliwość spotykania się z Jezusem w Sakramencie Eucharystii. Jego spowiednik zakazuje mu tego rodzaju prób. Gerard powrócił do matki, ale bynajmniej nie tracił nadziei, że Bóg pokieruje jego losem najlepiej. Wszak zawierzył Mu całkowicie. Wiara była dla Gerarda życiem, a życie wiarą.

Pod koniec roku 1745 otwiera na własną rękę „przedsiębiorstwo krawieckie”. Ta pracownia ma charakter „wędrujący”. Gerard szukał i wykonywał prace po domach. Otrzymane pieniądze dzielił na trzy części: jedna część była dla matki na utrzymanie, druga dla ubogich, trzecia na msze św. za zmarłych.

Wielkie znaczenie na  drodze jego powołania miały misje w jego rodzinnym miasteczku. Prowadzili je ojcowie redemptoryści, których surowe życie i piękne świadectwo wręcz urzekły Gerarda. Przedstawił więc ojcu Cafaro swoją prośbę o przyjęcie. Spotkał się jednak z odmową. Na cóż mógł liczyć ten wątły, słaby na zdrowiu chłopak? Tylko na Bożą pomoc. I tak się stało. Rozpalony miłością, uskrzydlony pragnieniem totalnego oddania się Bogu pokonał wszystkie przeszkody i ludzkie argumenty. Nie przeszkodziło mu nawet, uczynione na sugestię misjonarzy, zamknięcie w pokoju przez matkę. Uciekł przez okno, pozostawiając kartkę z wymownym tekstem:

– Idę, by zostać świętym. Zapomnijcie o mnie.
Dogonił karocę, w której jechali ojcowie:
– Zatrzymajcie się, zatrzymajcie i zabierzcie mnie ze sobą

Woźnica zatrzymuje konie, karoca staje. O Cafaro wygląda z okna na dobre rozgniewany i krzyczy do chłopca:

– Wracaj do domu. Nie rozumiesz, że nasze życie nie jest dla ciebie.

Gerard nie już siły, żeby odpowiedzieć, czynią to za niego błagające oczy. I to spojrzenie, w którym można dostrzec nieugiętą siłę i gorącą miłość przekonuje surowego ojca Cafaro. Gerard zostaje przyjęty do zgromadzenia i wysłany do wspólnoty w Deliceto.

Spotkanie z redemptorystami

W roku 1749 grupa 15 misjonarzy redemptorystów przybyła do Muro, aby prowadzić misje w trzech parafiach tego miasteczka. Gerard bardzo gorliwie uczestniczył w misjach i odkrył, że to jest właśnie droga dla niego. Poprosił więc o przyjęcie do redemptorystów na brata zakonnego, ale o. Cafaro, ze względu na słabe zdrowie kandydata, nie zgodził się na jego prośbę. Gerard do tego stopnia naprzykrzał się misjonarzom, że w momencie opuszczania przez nich miasta, o. Cafaro polecił rodzinie zamknąć go w mieszkaniu.

Gerard zastosował jednak pewien wybieg, dzięki któremu w przyszłości będzie znajdował szczególne zrozumienie w sercach młodzieży – powiązał ze sobą prześcieradła z łóżek i spuścił się przez okno, aby dopędzić grupę misjonarzy. Na stole zostawił kartkę, a na niej tylko kilka słów: „Idę, aby zostać świętym. Zapomnijcie o mnie”. Przebiegł prawie 18 km, zanim dogonił misjonarzy. „Zabierzcie mnie ze sobą, dajcie mi szansę spróbować; jeżeli próba nie wyjdzie, możecie mnie wyrzucić na ulicę” – mówił Gerard. Wobec takiego uporu ojcu Cafaro nie pozostało nic innego, jak dać mu przynajmniej szansę. Posłał więc Gerarda do Deliceto z listem, w którym napisał: „Przysyłam wam jeszcze jednego brata, który nie nadaje się do pracy…”.

Gerard całkowicie rozmiłował się w tej formie życia, którą św. Alfons Liguori, założyciel redemptorystów, przewidział dla członków swojego Zgromadzenia. Był bardzo szczęśliwy z odkrycia, że miłość do Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie stanowi centrum ich życia oraz że czymś istotnym jest dla nich miłość do Maryi. Swoje pierwsze śluby zakonne złożył 16 lipca 1752 roku. Ku jego wielkiej radości była to Uroczystość Najświętszego Odkupiciela i równocześnie święto Matki Bożej z Karmelu. Od tego dnia, z wyjątkiem krótkiego pobytu w Neapolu i ostatniego okresu spędzonego w Materdomini koło Caposele, gdzie zmarł, całe swoje życie zakonne przeżył we wspólnocie redemptorystów w Deliceto.

Etykieta „nieużyteczny” szybko okazała się nieaktualna. Gerard był wspaniałym bratem zakonnym i w kolejnych latach pracował jako ogrodnik, zakrystianin, krawiec, furtian, kucharz, stolarz i murarz podczas prac remontowych w Caposele. Był bardzo pojętny – wystarczyło, że poszedł do warsztatu rzeźbiarza i bardzo szybko nauczył się robienia krzyży. Stał się skarbem dla wspólnoty, a jego ambicją było to, żeby zawsze i we wszystkim pełnić wolę Bożą.

W roku 1754 jego kierownik duchowy polecił mu, żeby napisał na kartce, jakie jest jego największe pragnienie. I napisał tak: „Bardzo kochać Pana Boga; być zawsze zjednoczonym z Bogiem; czynić wszystko dla Pana Boga; kochać wszystkich ze względu na Pana Boga; wiele dla Pana Boga cierpieć; jedyne, co się w życiu liczy, to pełnienie woli Bożej”.

Śmierć i chwała

Ponieważ Gerard miał słabe zdrowie, było oczywiste, że zbyt długo nie pożyje. W roku 1755 nawiedził go gwałtowny krwotok połączony z biegunką i śmierć mogła nastąpić w każdej chwili. Niemniej jednak musiał jeszcze dać wielką lekcję na temat mocy posłuszeństwa. Jego kierownik duchowy prosił go, żeby wyzdrowiał, jeżeli taka jest wola Boża. Choroba natychmiast znikła, a on opuścił łóżko i włączył się w życie swej wspólnoty. Wiedział jednak, że było to tylko chwilowe polepszenie i pozostało mu jeszcze niewiele ponad miesiąc życia.

Wkrótce potem wrócił do łóżka i przygotowywał się na śmierć. Poddał się całkowicie woli Bożej. Na drzwiach swojej zakonnej celi umieścił napis: „Tutaj pełni się wolę Bożą, tak jak Bóg chce, i przez wszystkie dni życia, tak jak Jemu się podoba”. Często można było usłyszeć, jak powtarzał następującą modlitwę: „Boże mój, pragnę umrzeć, aby wypełnić Twoją wolę”. Niedługo po północy 16 października 1755 roku jego niewinna dusza uleciała do nieba.

Gdy Gerard zmarł, brat zakrystianin ze wzruszenia uderzył w świąteczny dzwon, zamiast w dzwony pogrzebowe. Tysięczne tłumy stanęły przy trumnie „swojego świętego”, aby zabrać jakąś pamiątkę od tego, który tyle razy przychodził im z pomocą. Po śmierci Gerarda prawie w całych Włoszech działy się cuda za jego wstawiennictwem. W roku 1893 został ogłoszony błogosławionym przez papieża Leona XIII, a 11 grudnia 1904 roku papież Pius X zaliczył go w poczet świętych Kościoła katolickiego.

Patron dobrej spowiedzi

Święty Gerard przez całe swoje życie żywił ogromną miłość do grzeszników, pałając pragnieniem ich zbawienia i uświęcenia, gorącym pragnieniem, by odzyskali życie duchowe poprzez nawrócenie w sakramencie pojednania. Nie szczędził ani energii, ani modlitw, ani umartwień w ich intencji. Świadczą o tym jego słowa: „O Boże mój, obym mógł doprowadzić do nawrócenia tylu grzeszników, ile jest ziaren piasku w morzu i na ziemi, ile liści na drzewach i na polach, atomów w powietrzu, gwiazd na niebie, promieni słońca i księżyca, wszystkich istot żyjących na ziemi!”. Ponieważ nie był kapłanem, Gerard nie mógł udzielać rozgrzeszenia, lecz potrafił jak nikt inny przygotować ludzi do godnego przyjęcia sakramentu pokuty. Wspaniale potrafił też dodać odwagi potrzebnej do przezwyciężenia wstydu i lęku przed spowiednikiem. Swymi płynącymi z głębi serca słowami otuchy i cudownym darem przenikania sumień, dzięki któremu wyjawiał grzesznikom ich zatajone winy, potrafił wstrząsnąć najbardziej nawet zatwardziałymi z nich, nakłonić ich do szczerej i ufnej spowiedzi, żalu za grzechy i pokuty oraz do zmiany życia na lepsze. Kiedy ojcowie w czasie misji ludowych nie potrafili sobie poradzić z jakimś grzesznikiem, mówili zwykle: „Idźcie po brata”. Prawie zawsze najbardziej zatwardziali grzesznicy powracali pod jego wpływem do Boga.

Umiejętność wspomagania grzeszników i przygotowania ich do owocnego przystąpienia do sakramentu pojednania, objawiała się licznymi cudownymi nawróceniami za życia świętego i po jego śmierci. Właśnie dlatego św. Gerard Majella uznawany jest za patrona dobrej spowiedzi i do niego uciekają się w modlitwie wszyscy ci, którzy taką spowiedź chcą przeżyć.

MODLITWA DO ŚWIĘTEGO GERARDA O DOBRĄ SPOWIEDŹ

Święty Gerardzie, zanim przystąpię do tego sakramentu Bożego miłosierdzia, zwracam się do ciebie, patronie dobrej spowiedzi, o pomoc i wstawiennictwo.

Ty dodawałeś odwagi przeżywającym lęk i wstyd przed tym sakramentem oraz pobudzałeś ich serca do skruchy i poprawy. Wspomóż mnie dzisiaj, abym mógł poznać wszystkie moje grzechy i wyznać je szczerze w sakramencie pokuty. Uproś mi łaskę żalu i mocnego postanowienia poprawy, abym do nich więcej nie wracał. Bądź dla mnie orędownikiem u Boga, bym nie tylko żałował za wszystkie moje grzechy i szczerze je wyznał, ale również trwał w Bożej łasce i prowadził prawdziwie chrześcijańskie życie. Amen.

Święty opiekun matek

Cudowny apostolat św. Gerarda na rzecz matek był przyczyną jego sławy jeszcze za życia. Pewnego dnia w miejscowości Oliveto, gdy wychodził z domu swoich przyjaciół, rodziny Pirofalo, jedna z córek zwróciła mu uwagę, że zostawił w domu swoją chusteczkę do nosa. Natychmiast w swojej proroczej wizji Gerard powiedział: „Zatrzymaj ją sobie. Któregoś dnia ci się przyda”. Chusteczka była przechowywana jako miła pamiątka po Gerardzie. Kilka lat później dziewczyna ta wyszła za mąż. Kiedy nadszedł dzień narodzin jej pierwszego dziecka, znalazła się w niebezpieczeństwie śmierci w czasie porodu. Przypomniała sobie słowa Gerarda i poprosiła o chusteczkę. Położyła ją na brzuchu i zaczęła się modlić. Prawie natychmiast niebezpieczeństwo minęło i urodziła przepiękne dziecko. Nowina rozeszła się lotem błyskawicy, a chusteczkę podzielono na kawałki, bo wszyscy chcieli ją mieć. W innym przypadku, matka prosiła Gerarda o modlitwę, ponieważ znalazła się w niebezpieczeństwie wraz z dzieckiem, które nosiła w swoim łonie. Obydwoje natychmiast ocaleli i odzyskali zdrowie. Od tego czasu matki mające urodzić dziecko przyzywają pomocy św. brata Gerarda w swoich modlitwach.

Na skutek cudów dokonanych przez Boga za wstawiennictwem św. Gerarda dla dobra matek, włoskie matki podjęły wielkie starania, aby ogłosić go ich patronem. W czasie procesu beatyfikacyjnego stwierdzono, że Gerard był znany jako „święty od szczęśliwych porodów”.

Tysiące matek mogły doświadczyć mocy św. Gerarda poprzez działalność Bractwa św. Gerarda. Liczne szpitale swoje oddziały porodowe poświęciły św. Gerardowi, a pomiędzy pacjentki rozdzielane są medaliki i obrazki św. Gerarda wraz z umieszczoną tam odpowiednią modlitwą. Tysiącom dzieci rodzice nadawali imię Gerard w przekonaniu, że poród był szczęśliwy dzięki wstawiennictwu świętego. Nawet dziewczynkom nadawano jego imię i stąd powstały interesujące przekształcenia imienia „Gerard” na: Gerarda, Gerardina, Geriana i Gerardita.

Materdomini niedaleko od Salerno na południu Włoch, miejsce, gdzie Gerard przeżył kilka ostatnich miesięcy swego krótkiego życia i gdzie zmarł, szybko stało się sanktuarium i celem pielgrzymek. Cuda, jakie towarzyszyły życiu św. Gerarda, nie przestały się dokonywać po jego śmierci. Teraz zjednoczony na zawsze ze swym ukochanym Chrystusem, nie przestaje być dla ludzi źródłem wsparcia i pocieszenia.

Gerard Majella czczony jest jako patron i opiekun matek i kobiet w stanie błogosławionym. Wciąż słyszy się związane z nim opowiadania o cudach uratowania życia tam, gdzie wszelka nadzieja już zgasła. Św. Gerard staje się źródłem radości tam, gdzie oczekuje się nowego życia. Wiele łask zostało udzielonych przez Boga dzięki jego pełnemu mocy wstawiennictwu. W okolicach Materdomini i Salerno zachował się uroczy zwyczaj błogosławienia w dniu św. Gerarda – 16 października – pięknych chusteczek z jego obrazkiem, które następnie ofiaruje się młodym mężatkom jako prezent ślubny.

Także dzisiaj dzieci, młodzież, matki, ojcowie, rodziny, samotne osoby znajdują się w potrzebie – a święty Gerard wysłuchuje naszych modlitw i zanosi je do Boga. Papież Jan Paweł II z okazji stulecia jego kanonizacji tak napisał: „Święty Gerard Majella w sposób szczególny zwracał uwagę na dopiero co zapoczątkowane życie i na matki w stanie błogosławionym, zwłaszcza te, które znalazły się w trudnych warunkach duchowych czy materialnych. Dlatego także i dzisiaj jest specjalnym opiekunem matek brzemiennych. Ta charakterystyczna cecha jego miłości stanowi dla was i dla wiernych pewien bodziec do ukochania, bronienia i służenia zawsze ludzkiemu życiu”.

MODLITWA MAŁŻONKÓW O DAR POTOMSTWA

Święty Gerardzie, potężny orędowniku u Boga, z wielką ufnością zwracamy się do Ciebie z prośbą o potomstwo. Oręduj za nami u Pana życia, od którego pochodzi wszelkie istnienie, aby pobłogosławił naszą miłość małżeńską uświęconą sakramentalnym węzłem i obdarzył nas darem nowego życia. Wstawiaj się za nami, abyśmy wraz z dzieckiem, które dla nas wybłagasz, mogli zawsze okazywać wdzięczność i wychwalać Boga, który jest źródłem i dawcą życia. Amen.

MODLITWA O SZCZĘŚLIWE ROZWIĄZANIE

Święty Gerardzie, ty wypraszałeś matkom łaskę szczęśliwego rozwiązania i ratowałeś zagrożonych niebezpieczeństwami. Prosimy cię, abyś wstawiał się za matką w stanie błogosławionym i wyprosił jej łaskę szczęśliwego rozwiązania, aby mężnie zniosła ból rodzenia i wydała na świat zdrowe i szczęśliwe dziecko. Wyproś też potrzebne łaski tym, którzy na ten czas przyjdą jej z pomocą. Niech cud nowych narodzin będzie dla nas wszystkich czasem radości i uwielbienia Boga, Pana i Stwórcy życia. Amen.

Święty Gerardzie, opiekunie matek i patronie dobrej spowiedzi, módl się za nami!

oprac.:
s. Ewa Klaczak OSsR
o. Sylwester Cabała CSsR