Św. Alfons Maria de Liguori i bł. Maria Celeste Crostarosa
Głęboka i szczera przyjaźń.
Szczera relacja przyjaźni i wzajemnego zrozumienia, jaka nawiązała się między tą dwójką, nie była dotąd mocno podkreślana w historiografii. Prawda jest, że Bóg pozwolił im się spotkać w momencie, gdy żadne z nich nie wiedziało dokładnie, jaka czeka ich przyszłość. Boże działanie sprawia, że charyzmaty spotykają się i aktywują, wzajemnie się oświetlając. Przyjrzyjmy się zatem faktom, aby ukazać wydarzenia z życia naszych bohaterów, choć nie będziemy zajmować się szczegółami.
W maju 1730 roku Alfons M. de Liguori, przypadkiem lub z „Bożej opatrzności”, przybył po raz pierwszy do Scali. Wkraczając do miasteczka, młody ksiądz nie mógł przypuszczać, że ten potężny budynek – dawny pałac szlachecki, dominujący po prawej stronie nad wjazdem do miejscowości – stanie się klasztorem klauzurowym, który wywrze ogromny wpływ na jego życie.
Klasztor powstał w 1720 roku jako konserwatorium (zakład wychowawczy) dla dziewcząt pochodzących z klasy średniej. Lokalny biskup, ordynariusz Nicola Guerriero, powierzył go dwóm ojcom ze Zgromadzenia Pobożnych Robotników: o. Maurizio Filangieriemu i o. Tommaso Falcoi, którzy wprowadzili tam regułę wizytek i objęli kierownictwo duchowe.
Do tego klasztoru, za radą o. Falcoi, w styczniu 1724 roku przybyła siostra M. Celeste Crostarosa wraz z dwiema siostrami. Siostra M. Celeste, od dzieciństwa obdarowywana przez Boga nadzwyczajnymi łaskami, rok po swoim wstąpieniu – 25 kwietnia 1725 roku, będąc jeszcze nowicjuszką – doświadczyła Bożego oświecenia. W swojej „Autobiografii” napisała:
„Po przyjęciu Eucharystii… dokonało się w jej duszy owo przeistoczenie jej życia w życia naszego Pana Jezusa Chrystusa… ujrzała, że złączył On swoje najświętsze dłonie, stopy i bok z jej dłońmi, stopami i bokiem: lecz nie jako ciało ludzkie, ale w boskim pięknie i blasku… doświadczała wszelkich drogocennych dóbr z życia naszego Pana Jezusa Chrystusa: wycisnęły się one w jej sercu… i wtedy dano jej poznać nowy instytut, który Pan miał powołać do istnienia na świecie za jej pośrednictwem…”.
Bóg prosił ją o zainicjowanie nowej fundacji. Jej celem miało być stanie się żywą pamięcią Odkupiciela oraz życie w braterskiej miłości według Reguł zawartych w Świętych Ewangeliach, które siostra Celeste miała sama spisać. Projekt ten musiał jednak pozostać na papierze z powodu złożonych trudności, jakie pojawiły się wewnątrz, jak i na zewnątrz klasztoru.
Kiedy Alfons de Liguori przybył do Scali, zatrzymał się na miesiąc w Santa Maria dei Monti (1080 metrów nad poziomem morza), łącząc odpoczynek z ewangelizacją tamtejszych pasterzy, którzy żyli w opuszczeniu. Powrócił do Scali we wrześniu tego samego roku na nowennę do Chrystusa Ukrzyżowanego celebrowaną w katedrze i przy tej okazji poprowadził rekolekcje dla wizytek z Konserwatorium Poczęcia NMP (klasztoru). Tutaj, ponaglany przez swojego przyjaciela, miejscowego biskupa, spotkał się z siostrami z klasztoru, a w szczególności z s. M. Celeste. Nakazał jej wówczas z posłuszeństwa sporządzenie opisu wszystkich wydarzeń dotyczących objawień na temat nowego instytutu.
W rzeczywistości Alfons przybył do Scali przekonany, że ma do czynienia z „zakonnicą, której objawienia, wizje były fałszywe”, zgodnie z plotkami, jakie krążyły na jej temat w Neapolu.
Spotkanie z nią oraz z innymi siostrami, które od samego początku wiedziały o nowym projekcie zakonnym, doprowadziło go do skrajnie odmiennej oceny: „dzieło to było Boże, a nie było złudzeniem, jak wcześniej sądzono”. Zaangażował się więc osobiście, dając zielone światło do jego realizacji: wspierał jednomyślność wewnątrz wspólnoty, poprosił o aprobatę biskupa i ją uzyskał, a rekolekcje, które głosił siostrom, stały się przygotowaniem do przyszłej zmiany. Siostra Celeste napisała w swojej Autobiografii:
„Sam o. D. Alfons był tak zapalony świętą radością i gorliwością o chwałę Pana, że nie mógł powstrzymać swojego rozradowania”.
Dobrze wiemy, że św. Alfons był człowiekiem wielkiej prawości i głębokiej zażyłości z Bogiem. Między tą dwójką, nim i s. Celeste zrodziła się szczera i głęboka przyjaźń, o czym świadczy prowadzona przez nich korespondencja. Nie należy również zapominać, że Alfons zawsze zachowywał listy od Crostarosy, umieszczając na nich, swoim zwyczajem, zwięzłe notatki na temat ich treści. Pierwsza relacja s. Celeste znajdowała się wśród pism Świętego. Pozwala nam to wywnioskować, że otrzymawszy ją we wrześniu 1730 roku, przechowywał ją przez 57 lat wraz z innymi listami i bilecikami od Celeste.
Siostry przekazały ciekawą opowieść o wydarzeniu, które brzmi jak wyjęte z średniowiecznych legend i jest świadectwem o relacjach, jakie łączyły pierwsze siostry i pierwszych ojców: pewnego razu Alfons udawał się do klasztoru w towarzystwie don Mazziniego, a przełożona, Maria Angela, nie chciała pozwolić im odejść bez wręczenia im ciasta na drogę. Siostra kucharka wszystkie składniki, by je zrobić, po czym zwróciła się do Matki Bożej z prośbą o pomoc i…wpadła w ekstazę. Kiedy przyszła do siebie, zastała ciasto już przygotowane i upieczone, mimo że ogień nie był nawet rozpalony. Kiedy wręczyły je dwóm ojcom, powiedziały: „Jedzcie, bo przygotowała je dla was Matka Boża!”.
Po opuszczeniu Scali Alfons kontynuował swoją rutynową działalność apostolską. Międzyczasie utrzymywał kontakt z tamtejszymi mniszkami. 15 października dotarła do niego paczka listów ze Scali – siostry pisały do niego wspólnie lub prywatnie. Wśród nich był list od s. Celeste, która pisała:
„Ojcze w Panu najmilszy, wciąż nie ustaje w nas pociecha, którą nasz Oblubieniec dał nam odczuć za Twoim pośrednictwem… Mój Ojcze, zawsze znajduję w Tobie towarzysza moich ubogich i chłodnych modlitw. Zjednoczona z Twoim duchem przystępuję do Komunii świętej i jesteś mi towarzyszem, lecz większą jeszcze radość sprawia mi widok całej wspólnoty, która zachowuje o tobie pełną pociechy pamięć. Niech Pan pobłogosławi na wieki tę naszą przyjaźń dla swojej chwały i czci”.
Stan ducha św. Alfonsa nie był inny, na co wskazują równie ciepłe słowa w jego odpowiedzi:
„Niech Jezus i Maryja zawsze posiadają nasze serca!… W dniu mojej Świętej, Teresy, otrzymałem Wasze pierwsze listy. Przyniosło mi to tak wielką pociechę na sam widok adresu na kopercie, że zauważył to nawet ten, kto mi ją wręczył… Minęło już wiele dni od mojego pobytu w Scali, a przecież pamięć o Was mam tak świeżą, jakbym wyjechał stamtąd wczoraj… Wspominając Was, czuję coś, co mnie nie oddala, lecz bardziej jednoczy z Bogiem. Wiedzcie ku wspólnej pociesze, że wersy Waszych listów stają się dla mnie strzałami, które ranią mnie Bogiem… Co jakiś czas zwracam się w stronę Waszych stron i mówię Wam: O dusze umiłowane kochajcie, kochajcie Jezusa!”.
13 maja, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, zapoczątkowany został Zakon Najświętszego Odkupiciela. W październiku tego samego roku, w wigilię św. Franciszka z Asyżu, siostra Maria Celeste miała nową, szczególną wizję:
„Ukazał się jej nasz Pan Jezus Chrystus wraz z serafickim Ojcem św. Franciszkiem w świetle chwały, a o. D. Alfons de Liguori był tam obecny. Wtedy Pan rzekł do Zakonnicy: »Ta dusza została wybrana na Głowę tego mojego Instytutu, on będzie pierwszym Przełożonym w Zgromadzeniu«. I zakonnica ujrzała w Bogu to Dzieło już dokonane i jakby zrealizowane”.
4 października wizja dopełniła się poprzez sprecyzowanie stylu życia zakonnego i apostolskiego Zgromadzenia. Celeste nie mogła jednak od razu przekazać tego Alfonsowi, ponieważ musiała najpierw otrzymać pozwolenie od swojego kierownika duchowego, biskupa Falcoi (który został biskupem Castellammare di Stabia). W oczekiwaniu na to wysłała mu jednak list z pewną wzmianką:
„Mój Ojcze… mam Ci do powiedzenia wielkie rzeczy dotyczące mojego i Twojego sumienia oraz chwały Bożej, lecz na razie Bóg nie chce, abym Ci to wyjawiła. Módl się, a w sercu Jezusa i Maryi będę mówić do Ciebie. Później mam nadzieję wyjawić Ci wszystko, a w moich ubogich modlitwach nie robię nic innego, jak tylko modlę się za Ciebie i mówię Mamie Maryi, aby usposobiła Cię do woli Jej umiłowanego Syna. Bardzo się o Ciebie martwię, nic więcej nie mogę Ci teraz powiedzieć. W Scali lada chwila spodziewany jest Falcoia: proś Boga, aby dał mu światło do spełnienia Jego woli…”.
Miesiąc później św. Alfons udał się do Scali i odbył rozmowę z siostrą Marią Celeste. W procesie kanonizacyjnym św. Alfonsa o. Mazzini zezna, że św. Alfons poinformował go o projekcie siostry Marii Celeste w następujących słowach:
„Sługa Boży powiedział mi: »Siostra Maria Celeste (była to Sługa Boża z tamtego Klasztoru) powiedziała mi, abym opuścił Neapol i założył tutaj Instytut oddany wyłącznie prowadzeniu misji po wioskach i obszarach wiejskich… jako że taka jest wola Boża…«”.
Mamy tutaj do czynienia z niezwykle cennym świadkiem – don Giovannim Mazzinim, który był obecny przy tych wydarzeniach i twierdził, że Alfons wyszedł z tej rozmowy wstrząśnięty, a nawet zaczął płakać; był to dla niego prawdziwy szok. Św. Alfons nie był człowiekiem lękliwym, lecz rozważnym. Był przekonany, że siostra Celeste to osoba poważna, co potwierdzało już samo założenie zakonu sióstr. Jeśli taka była wola Boża, spełniłby ją za wszelką cenę. Po otrzymaniu objawienia od zakonnicy rozpoczął więc serię konsultacji z różnymi mistrzami duchowymi, czyli z ludźmi, którzy mogli autorytatywnie wskazać mu, jaka jest wola Boża. Problem polegał na tym, że gdy rozeszła się wieść o objawieniach, zaczęto go traktować jako ulegającego wpływom „zakonnicy-wizjonerki”, a Alfons zdzierał gardło, powtarzając: „Ja nie kieruję się wizjami, ale Ewangelią”.
Upewniony przez swojego kierownika duchowego, o. Tomasza Pagano, otrzymawszy ponadto aprobatę dominikanina o. Fiorillo oraz pozytywną opinię biskupa Falcoi:
„gdy Alfons upewnił się – jak mówi Tannoia – co do woli Bożej, ożywił się, nabrał odwagi i składając Jezusowi Chrystusowi całkowitą ofiarę z miasta Neapolu”,
9 listopada 1732 roku w hospicjum mniszek założył w Scali Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela (Redemptorystów). Św. Alfons napisze później:
„Te kamienie ze Scali dają mi więcej pociechy niż wszystkie rozkosze świata”.
Decydującym motywem była dla św. Alfonsa pewność, jaką dali mu kierownicy duchowni, że założenie Instytutu misyjnego jest rzeczywiście wolą Bożą, objawioną początkowo poprzez wizje siostry Marii Celeste.
Dlatego też w swoim notatniku Sprawy sumienia, wiosną 1732 roku napisze:
Instytut, „dokąd [zostałem] wezwany przez rozeznanie Ojców duchownych, tak iż nie mogę już w to wątpić”.
Pan okazał swoje upodobanie poprzez cudowny znak: podczas adoracji eucharystycznej w kościele klasztornym mniszki z chóru, zgromadzeni ludzie, św. Alfons oraz jego pierwsi towarzysze – wszyscy ujrzeli formujące się w monstrancji z promieni światła symbole: krzyż na trzech wzgórzach wraz z narzędziami męki Pańskiej. Zjawisko to mógł zobaczyć również powiadomiony o wszystkim miejscowy biskup, jako że cud ten powtarzał się wielokrotnie od września do grudnia 1732 roku. Św. Alfons przyjął te symbole jako herb Instytutu.
Kolejny znak z nieba ukazał się nowej, małej wspólnocie misjonarzy zgromadzonych wokół św. Alfonsa. Pewnej nocy, gdy wstali na modlitwę, ujrzeli klasztor mniszek spowity w ogniu i płomieniach. Gdy niektórzy z nich chcieli już wszcząć alarm i biec na ratunek, św. Alfons uspokoił ich mówiąc, że ów pożar to żarliwa modlitwa sióstr, które jako, że był czwartek, trwały na czuwaniu i adoracji Najświętszego Sakramentu.
Jednakże w roku następującym po założeniu żeńskiej i męskiej gałęzi Instytutu Redemptorystów, historia potoczyła się dramatycznie. Wewnątrz wspólnoty misjonarzy doszło do napięć za sprawą niejakiego Sylwestra Tosqueza (który chciał dołączyć do św. Alfonsa). Wywołał on również konflikty we wspólnocie mniszek, a biskup Falcoia pogłębił te podziały, obarczając winą za wszystko siostrę Celeste. Sam św. Alfons, nie rozumiejąc do końca głębokich motywacji Marii Celeste i stając po stronie Falcoi, napisał do niej bardzo surowy list, mający nakłonić ją do posłuszeństwa kierownikowi duchowemu i przywołać do pokory. Ojciec Rey-Mermet w swojej biografii św. Alfonsa zauważył wręcz, że list ten był mową obrończą adwokata Liguoriego na rzecz klienta Falcoi. W 1733 roku siostra Celeste wraz ze swoimi rodzonymi siostrami została zmuszona do opuszczenia klasztoru w Scali.
- Rey-Mermet napisał dalej:
„Dla Falcoi… księdza autorytarnego i porywczego, pozbycie się Celeste w celu ratowania własnej pozycji jako kierownika duchowego… oraz prześladowanie Celeste z pewnego rodzaju niszczycielską furią, gdy już usunął ją ze swojej drogi, stanowi plamę na pamięci o tym mężu Bożym. Gdyby Alfons znajdował się w Scali w kwietniu-maju 1733 roku, z pewnością interweniowałby (i być może skutecznie) na korzyść tej, z którą nadal miała go łączyć wzajemna przyjaźń i szacunek”.
Po śmierci Falcoi, a zwłaszcza przy okazji misji w Foggii w latach 1745–1746 (matka Celeste założyła w tym mieście klasztor i tam zmarła w 1755 roku w opinii świętości), relacje między Celeste a Alfonsem odrodziły się i zacieśniły na dawnych fundamentach zaufania i szacunku. Także inni redemptoryści pierwszego pokolenia, począwszy od św. Gerarda Majelli, żywili wielki szacunek dla Matki Celeste i uważali mniszki za należące „do tego samego naszego instytutu”.
Podsumowując, spotkanie tej dwójki pozwoliło Celeste urzeczywistnić Boży plan, a Alfonsowi zdecydowanie wkroczyć na drogę jego realizacji. Alfons nie ingerował w szczegółowe kształtowanie projektu fundacji mniszek, podczas gdy reguły podyktowane przez Boga siostrze Celeste zostały przyjęte jako punkt wyjścia dla założenia zgromadzenia misjonarzy, co wyraźnie wynika z dokumentacji.
Ojciec Domenico Capone w podsumowaniu swoich badań pisze w „Korzeniach”:
„Pokolenie redemptorystów z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych tamtego wieku (XVIII)… podczas procesu beatyfikacyjnego Alfonsa wyraźnie przywołało oryginalność przesłania oraz świętość zakonnicy. W rzeczywistości to, co Alfons przeczuwał w 1730 roku na Santa Maria dei Monti w Scali… zostało mu wskazane jako konkretny projekt i wola Boża wobec niego samego właśnie przez siostrę Celeste… wiara-posłuszeństwo wspierały go zawsze… lecz pierwsze światło wyszło od siostry Celeste: to był fakt historyczny i historyczny był początek tego ruchu w następstwie owego faktu; historii nie da się zaprzeczyć”.
Opr.s. Ewa Klaczak – redemptorystka ( na podstawie konferencji s. Anny Marii Cenerii OSsR)